skoro temat ewoluowal w tym kierunku to i ja napisze moje historie. po raz pierwszy zostanie ona opowiedziana w calosci:
hmm, byly to czasy gdy wciaz jeszcze pogrywalem z kumplami w akademiku ( internet mielismy przez modem - sluzyl nam wtedy tylko do emaili i gg ) w moja pierwsza gre fpp multiplayerowa - ut. pewnego dnia, a o ile pamietam byl to ostatni tydzien listopada '01, ktos przyniosl do akademika instalke rtcw. jako ze ut sie powoli nudzil, a ta nowa gra podobna miala miec niezly klimat i grafe wiec zainstalowalismy. pamietam, ze pierwsza gra zajela nam z 3h - biegalismy we dwoch na depot, i mnie wciagnelo. udalo nam sie rozpropagowac, lekko ( bo cs wtedy wszedl na dobre ) ta gre w naszym lanie ( 300 kompow wtedy ) i w grudniu i w styczniu gralismy kazdego wieczora po 2h, w mniej wiecej 10 osob na serwerze. serwer ten najczesciej ja zakladalem, pomimo tego ze mialem c366 + voodoo2, wiec wielkiego zagrozenia dla przeciwnika nie stanowilem. pamietam takze, ze na poczatku krolowala village, potem powoli przesiadlismy sie na beach i base ( calkowicie niezaleznie od sceny rtcw w polsce

).
ale po feriach zimowych '02, jakos to przycichlo i w marcu czy kwietniu gralo sie glownie 3v3... az w koncu nie bylo z kim grac, wiec przesiadlem sie pod koniec wiosny na cs. na wakacje - na 3.5 miesiaca wyjechalem do usa i nie mialem dostepu ( porzadnego ) do netu.
gdy po przyjezdzie, w listopadzie '02, zakupilem nowy komp i w zwiazku z tym, ze w koncu do naszego akademikowego lana ( przeszlo 500 kompow w tym momencie ) podlaczyli internet z prawdziwego zdazenia, probowalem pograc na necie. zajelo mi troche czasu znalezienie spisu skrakowanych serkow, gdzies w akademiku znalazlem patcha i ... tragedia - pb wieszal mi kompa, za kazdym razem gdy chcialem zagrac. nie wiedzialem gdzie szukac rozwiazania i w czym tkwil problem

a ze w akademiku nikt juz w to nie gral ( cs rulez

), przesiadlem sie na cmr2, nad ktorym spedzilem kolejne dwa miesiace i zorganizowalem mistrzostwa mojego akademika

. stwierdzielm jednak, ze nie ma to jak multiplayer fpp, a i mniej wiecej w tym czasie kilka osob zaczelo grac na necie w moh:aa, wiec i ja przesiadlem sie na ta gre. nie zagoscila jednak ona dlugo, gdyz tuz przed feriami zimowymi '03 trafilem na forum klanu utp i oni to rozwiazali moj problem \o/. wiec z koncem lutego postawilem swoje pierwsze kroki na scenie rtcw, odkrylem hive, zaczalem grac online

...
na poczatku pogrywalem na zachodnich serkach z lamkami, bo w polsce gralo sie glownie na toadim i poziom byl wiekszy ( bardzo rzadko zdazalo mi sie kogos zabic

).
poczytalem troche o taktykach, poradniki swietego, ztweakowalem konfa i zaczalem grac na polskich serkach - po jakims czasie forma mi wzrosla, .
tak wiec po okolo dwoch miesiacach grania online, na poczatku maja biezacego roku, trafilem do 4fun i tam przegralem kolejne 1.5 miesiaca, do momentu, az padl mi dysk. byl to moj najlepszy okres i chcialbym zeby te czasy wrocily

jakkolwiek dwa tygodnie pozniej wyjechalem ponownie do usa. tu na miejscu, pogrywam sobie 1-2 w tygodniu, a scena w usa trzyma sie meznie, wiec zawsze znajdzie serwer ktory bedzie mi odpowiadal, jest ok.
przyszlosc: wracam za miesiac do polski. 4fun zrezygnowalo z rtcw, wiec zostalem bez klanu... toadie jeszcze dwa tygodnie, nie bedzie gdzie grac... przyszlosc przedstawia sie w czarnym kolorze...
mam nadzieje, ze po reorganizacji neta w akademiku pingi pozostana nie gorsze niz byly w zeszlym roku, i ze bedzie mozna swobodnie grac na zachodzie ( zdobylem oryginala w koncu ).
czasu spedzonego przy wolfie jak najbardziej nie zaluje, szkoda tylko ze zalapalem sie na koncowke rtcw w polsce - przegapilem duzo wolfowania
blame et