Pomoc - Szukaj - Użytkownicy - Kalendarz
Pełna wersja: :'(
Forum Serwisu: Polskie Centrum Enemy Territory > Z zupełnie innej beczki > Hyde Park
blacktyger
.... Jak to jest ze raz jest dobrze a raz zle ... dlaczego czasami przychodza takie dni ze najlepiej byloby nie wstawac z lozka i czekac co sie stanie ... dlaczego mam wrazenie ze tych dni coraz wiecej ? Czy naprawde mamy zupelna kontrole nad swoim zyciem ? Dlaczego wydaje mi sie ze nie ... szczerze mowiac mialem zamiar sie rozpisac, ale nie dzis ... nie teraz zostawie sobie miejsce, moze jutro sad.gif Jesli dalej bede mial taki 'kolorowy' humor...
evil_lord
tyguś mam podobnie..

wiesz ostatnio bylem w jakims mialym miasteczku na imprezie...to jakis inny swiat, cos zupelnie innego niz w miescie. kazdego znasz, jakis taki wiekszy luz, no sam nie wiem jak to okreslic. po powrocie do miasta tak z 1 aklimatyzacji mialem, zupelnie inny swiat ale to naprawde dziwne doswiadczenie...

co do dni..qrwa tez tak mam. Wstaje rano, mysle ze znowu w chlodzie na autobus, potem 7 godzin w budzie i powrot, zadnego zycia. Szkola ssie, niczego nie uczy, tylko uczenie sie na pamiec, - zakuj, zdaj, zapomnij. Weekend tez niekiedy z!@#any, qrwa tesknie do tych lat, w ktorych szkola nie miala dla niego znaczenia, serio..

zycie to wyscig szczurow, tylko walka o prace, o nowe kursy i doswiadczenie, 65 lat i emeryturka - siedzenie w fotelu z gazeta w reku i ogladanie TV

najdziwniejsza zagadka to co bedzie, jak sie skonczy zycie na tej planecie - czy w ogóle jest coś dalej, coś innego, inne życie ? czy moze po smierci twoj umysl przestaje pracowac, co rowna sie z tym ze nigdy nie bedzie takiego samego czlowieka jak ty...

zreszta co sie ze mna dzieje, starzeje sie, jakies (słowo na p)enie o zyciu...
Sn!per
Ja też mam podobnie...

6.40... Ten parszywy głos budzika... I tak wstaję o 7.00... Jadę ZAWSZE I WSZĘDZIE zapchanym 672 przez pół godziny, i gdy wysiadam rozkoszuję się tym, że mam teraz swobodę, i nie muszę się gnieść w kwadracie wymiarów 10x10 cm...

Dochodzę do celu... 6-7 lekcji... Potem znowu pół godziny jazdy zapchanym 672 (w środy i piątki powrót jest szczególnie "ciekawy" jako, że kończę o 13.40 a autobus mam 13.49. Tyle, że droga zajmuje 4 minuty. Tyle, że biegiem.) i do domu... Ląduję w pozycji horyzontalnej na łóżku... Odbieram kolejny-świrnięty-sms-od-kumpla... W końcu ożywam, jem obiad, i przez 2 godziny robię lekcję i kuję wszystko na jutro... Potem jakieś 2 godziny uda mi się pograć w ET, UT, Twierdzę Krzyżowiec ew. w coś innego, posiedzieć na naszym cudownym forum (odpierając kolejne argumenty na temat tego, że jestem dziecinny i warzywny biggrin.gif ) poczytam, idę spać...

I znowu to samo, i znowu to samo... I znowu... JA DOSTAJĘ NERWICY!!!

Weekend, trochę więcej czasu... Ale co mi z tego... Jak to DWA dni... A tydzień ma PIĘĆ...

A potem słuchaj jakiego oszołoma w telewizji, który mówi, ze młodzież jest leniwa i nic nie robi. Jakbym takiego dorwał, to bym mu kazał jeździć 672 cały dzień (jak ktos nie wie, czemu mam taką manię na tym punkcie, polecam jechać o godzinie 7.23, 13.49 albo 14.49. Naprawde ciekawe przeżycie. Dla masochistów.) .

Może, jak kiedyś osiągne cel, czytaj: zostanę informatykiem, może inaczej na to spojrze... Ale na razie to dla mnie jedna wielka NUDA... I pusty, bezsensowny schemat...

Chyba tez się starzeję... Albo to to 29-7 snajperką na fuel dumpie na mnie źle podziałało... blink.gif
evil_lord
ziomus, autobusy ssa - w kazdy wtorek mam na 8:00, moim autobusem jada 2 szkoly + Uniwerek...po prostu jak sardynka, do tego kazdego dnia mam min. do 14:30 (tylko we wtorek tak mam). W piatek mam do 16.10 qrwa

....

hwds :E
shela
oj nie marudzcie ... tloki w autobusach ... dziwne godziny zajec .... co wy o tym wiecie ... o ile tloki w autobusach/tramwajach moge zrozumiec .... moze chcecie sie zamienic na godziny zajec? z checia zobacze jak bedziecie marudzic wstajac, zeby zdazyc na 8:00 na uczelnie ... gdzie trzeba wstac jakies poltorej godziny wczesniej bo droga zajmuje ok 1 godziny... i trzeba zaliczyc przynajmniej 1 przesiadke ... potem kwitne na uczelni jak pajac bo jakis kretym tak ulozyl plan, ze dziur w nim wiecej niz w szwajcarskim serze ... i tak sobie prawie codziennie kwitne na uczelni do godz. mniej wiecej 20:00 po czym z!@#any po calym dniu (słowo na p)enia glupot wracam do chalupy mniej wiecej o godz. 21 .... ja sie z checia z wami zamienie ... z wielka radoscia bede chodzil na te 7h lekcyjnych .. zrywal sie usmiechem na ustac na 8 rano ... wiedzac ze wroce nie pozniej niz o 17 do domu ... a sardynka to dopiero jest w tramwaju linii numer 7 ... gdzie laduje sie tam w godzinach szczytu cale pol prawobrzeza bo jada do roboty/studia/do_szkoly na lewobrzeze .... alternatywa jest jazda autobusem 61 troche wiekszy luz ... ale raczej dla 3/4 prawobrzeza niepraktyczne .. bo 61 zawija tylko o waska czesc prawej strony Odry i tez zaopatruje lewy brzeg w pracownikow/uczniow/studentow ... tak czy inaczej przesrane ...i to wy macie powody do narzekan?

jak juz wspominalem .. z wielka przyjemnoscia sie z wami zamienie ...

...chociaz ... przede mna wizja lepszego zycia poza granicami kraju ... i oby sie to spelnilo ... jak sie nie spelni to moge sie zamienic ... obiecuje, bede dobrym uczniem tongue.gif
conish
przez 12 lat dymalem na nozkach do szkoly wstajac okolo 7:00. Tam spotykalem kolegow i przyjaciol (a po paru latkach i kolezanki) i czekalem z nimi przez 45 min na przerwe zeby moc wyszalec sie na korytarzach, w lo posiedziec i popatrzec na dupy.

potem wyprowadzilem sie do krakowa, gdzie spedzilem przedziwny czas. Zeby zdarzyc na wyklad z majcy wstawalem kolo 6, zaczynal sie o 7:30 i trwal 1,5 h. Generalnie dalo sie dospac na nim. Ale pieprzyc wyklad. Przeciez sa kumple i pare dup na sali (jedna swietna... ) Pamietam, ze na pierwszym semestrze wtorki mialem za!@#ane od 7:30 do 17:30 majac w miedzy czasie w sumie 35 min przerwy. Na trzecim semestrze tez wtorki od 7:30 do 18:30 (ach te laborki z fizyki po 3h...) z przerwa 45 min (w tym dojazd na wydzial fizyki 25, jesli sie zdarzylo na tramwaj przed innymi:) ). Dodatkowa praca w cafe po okolo 120 h w miesiacu (a zdarzaly sie zrobic 50h od piatku do niedzieli...) Po 2 latach jednak stwierdzilem, ze nie bede projektowal mostow.

kolejny rok spedzilem na uj, kierunke infa, z ktorego mnie wypieprzyli za logike. Kto to widzial, zeby dawac 2 terminy (w tym na jeden nie zdarzylem...) Dojazd byl jeszcze lepszy... tylko 25 min na uczelnie i jakies 50 w druga strone (jak sie zbierze pol agh, caly faiis i wsiadze do nieprzegubowego autobusu marki rozpadam_sie to jest wpyte...)

nie moge i nie potrafie zrozumiec dlaczego uwazasz Tyger i Lord, ze jest zle. Zawsze moze byc gorzej. Jesli mam lezec w lozku i czekac az cos sie stanie wole wyjsc i stanac sam. Zawsze sa kumple z ktorymi mozna sie napic piwa (a na duzego dola wodki), sa dupy, ktore jesli nawet nie sa chetne to choc mozna popatrzec...

Trzeba tylko ruszyc sie i uwierzyc, ze czas nie stoi w miejscu i bedzie tylko gorzej. Chyba, ze jest lepiej, ale nie chce Was oklamywac...
blacktyger
Jakby to powiedziec, nie zupelnie o to mi chodzi. Chodzi mi o to, ze coraz czesciej lapie sie na stwierdzeniu 'moje szczescie' co oczywiscie jets ironia. Ale czy naprawde moge zwalac swoje niepowodzenia na los ? na cos, co zupelnie nie zalezy odemnie ? Czy moze jednak cos jest nad nami, co powoduje, ze albo mamy serie nieszczesc, lub odwrotnie. Jak to jest, ze albo jest miesiac w ktorym zyje z dnia na dzien, i jakos leci, albo jest miesiac gdzie nie chce mi sie zyc i mam wrazenie, ze tak naprawde nic ode mnie nie zalezy. Nie ma tu mowy o jakiejs 'depresji jesiennej'. To raczej zudzenie moim nudnym zyciem. Dom - szkola - komp. Czasami wypad z kumplami na dwor, gdzie jak nie zazyjemy jakichs promili to po godzinie wracam bo jest nudno i zimno. Co ja mam z nimi robic ? Jestem w najpo!@#anszym wieku chyba. Ani pobawic sie w piaksownicy, ani poruchac. wtf? Jakis (słowo na p)ony komputer, o ktorym jak sie nudze to mysle, a jak przy nim jestem to sie nudze, zmienil moje zycie w jedno wielkie gowno. Klepie w ta brudna klawiature i spuszczam sie z przemyslen, o ktorych nawet moim koledzy nie wiedza, ludzia ktorych to nie interesuje i nie poiwnno interesowac. Czyli tak naprawde jestem tym, czym balem sie byc. Jestem tworem XXI wieku, postmodernistycznej epoki, gdzie miast spedzac czas ze znajomymi i dobrze sie bawic, zamykam sie jak jakis tofik w pokoju i trace wzrok przed szklanym monitorem. A z nudow zaczynam bredzic o sile wyzszej, ktora powoduje to co tak naprawde sma w okol siebie wytworzylem. Czyli co, jednak to moja wina ? Nawarzylem piwa, teraz spijam ? Nigdy nie chcialem prowadzic zycia takiego, ze jak bede umieral to powiem 'jestem z siebie duny'. Wiedzialem od samego poczatku ze tak nie bedzie. Nie mam amibcji zmeiniac swiata, wprowadzac rewolucji. Chce przezyc zycie tak, aby umierajac moglbym spojzec sobie w oczy i powiedziec 'staralem byc sie czlowiekiem'. Czlowiekiem. Czy to slowo tak naprawde cos jeszcze znaczy ? Czy czlowiek to juz tylko rasa, jedyna rasa ktora cieszy sie z tego, ze dazy do samozniszczenia, bo w innym wypadku chyba cos by z tym zaczela robic ?

A teraz jade sie odstresowac za miasto na dlugi weekend, bynajmniej nie marnujac czas nad betonowymi plytami i marnowaniem energii swojego ciala na ogrzanie, mowiac do kosci i ewentualnej resztki miesa, ze ich kocham. To moge robic wszedzie i zawsze.

Cu.
Sn!per
Ech, taka jedna rzecz... Jeśli już uważacie się za "nałogowych komputerowców" (co może byc kompletną bzdurą) , to chociaż wykorzystujcie to do czegoś użytecznego. A to komp jakaś WIELKA, ZŁA MACHINA? Czy komp nie może być też PRAWDZIWĄ pasją? Grafika komputerowa? Programowanie? Czy to też "zły wytwór XX wieku" ? Czy nie może to być coś tak samo użytecznego i produktywnego jak np. malarstwo? I poza tym, czy w necie nie da się spotkać ludzi na poziomie? Ja też niestety jestem człowiekiem, który mieszka w totalnej dziurze, i oprócz mojego kumpla w zasadzie nie mam kontaktu z normalnymi ludźmi (no, teraz to się trochę zmieniło, bo do szkoły jeżdżę do Katowic, i tam są ludzie, którzy mają inteligencję, czego niestety nie moge powiedzieć o ludziach, którzy mieszkają w mojej dzielnicy, i 80% z nich pije) . Od kiedy mam net, czuję się lepiej. Siedzę przed kompem dość dużo, ale w granicach rozsądku, i nie uważam tego za stracony czas. Odstresuję się przy ET czy UT, pomyślę przy jakiejś strategii, czasem narysuję coś na kompie (rzadziej) , pogadam z kumplami... Czy naprawdę to musi być coś tak złego? Są ludzie, którzy po prostu "gubią się" w kompie, i bez większego sensu grają po 15h dziennie. Ale można go użyć do czegoś dobrego. I czasem dzięki niemu można nie zwariować...
YANEK!
Dzięki Wam za każdy Wasz post. Dzięki Wam wiem przynajmniej, że nie jestem sam sad.gif
falubaz
bylem pijany jak to pisalem ohmy.gif
ale glowne konkluzje to:
-mialem podobne odczucia jak evil i black
-glowna przyczyna rozszerzania sie patologii jest reforma szkolnictwa
-olac niepowodzenia i je szybko zapominac
-brac sile ze zwyciestw
-i prowadzic tak mlode zycie by pozniej nie stwierdzic ze je z!@#ales.
i nie pisac postow na boardzie po pijaku
conish
eot. mimo, ze falu napisal to od dupy strony to sie zgadzam. eot
blacktyger
sformatowałem C, swiezy windows i swiezy linux - od razu lepiej sie czuje :*
tranx-san
spilem sie jak swinia u matsu w toruniu, odrazu czuje sie jak nowo narodzony! nawet te prawie 2.5h w autobusie na ostrm kacu nie popsulo mi mojego nastroju

ostatnio mysle troche inaczej niz kiedys.. nie doluje sie bo po ch.uj ? problemow mam duzo bardzo duzo - praca/szkola/zwiazki etc etc kazdy je ma. Ja osobiscie jezeli mam problem i nie moge go sam rozwiazac to go jednym slowem pier.dole - martwic sie o cos na zapas? po co, jak nadchodzi czas na rozwiazanie problemu stawiam jemu czola - nigdy nie jest tak ch.ujowo zeby nie moglo byc gorzej - a wiec jezeli moze byc gorzej niz jest to znaczy ze wcale tak zle nie jest.

Jezeli chodzi o spedzanie czasu przed kompem - jezeli ktos uwaza ze zle robil poswiecajac mase godzin na zdupy gry etc - wystarczy sie zastanowic. Nie gralbym to co bym robil? nudzilbym sie? jezeli tak to nie zmarnowales tego czasu - jezeli natomiast uwazasz ze mogles go lepiej wykorzystac to tez nie warto sobie tym zakrzatac glowy bo to juz przeszlosc, czlowiek uczy sie na bledach - kiedys popelniles blad wiecej go juz nie rob.
Ja sam sobie z!@#alem sytuacje tym ze zamiast sie uczyc w pewnym momencie mojego zycia (po maturze) wolalem bujac sie z dupami czy siedziec przed kompem - z!@#alem 2 lata studiow pozniej idac na inne bylo mi juz ciezko bo to sie nie chcialo uczyc. teraz pracuje zostalem z sr wyksztalceniem - moglbym miec licencjat i robic magisterke - czy zaluje ? nie, a czemu? kto wie co by sie ze mna dzialo - napewno nie poznalbym masy bardzo ciekawych i cieplych ludzi ktorych poznalem - wiec juz jest powod aby niczego nie zalowac.

life is a big journey - u have to walk by the path to enlightement, every decision u make, every path u take, saves your record as a history of mankind
Termit
sorki musze sie przyznac ze nie mam czasu czytac waszych (słowo na p) :/
to tyle cu ;o
TgcRap4
Myslisz ze twoje zycie jest zle? Myslisz ze jest c@#!owe ? A ja ci powiem takie c@#!! Pomysl ze twoje zycie moglo by byc dopiero c@#!owe gdyby wszyli ci esperal pod lopatke bo uciekles po pijaku szukac azylu politycznego w chinach. Tak, takie juz jest zycie ze raz jestes na gorze a raz masz cos wszytego pod lopatka. Tak juz k#!@a jest :C. Jezeli bedziesz pic z esperalem to ci zacnzie to ropiec na plecach i strasznie na-(słowo na p)c. To jest dopiero c@#!owe, mowie wam...
To jest wersja lo-fi głównej zawartości. Aby zobaczyć pełną wersję z większą zawartością, obrazkami i formatowaniem proszę kliknij tutaj.
Invision Power Board © 2001-2026 Invision Power Services, Inc.