Tak sobie zaglądam ostatnio coraz częściej do Kosza i ciekawe rzeczy tu się trafiają. Topik ów skazany był od początku by trafić własnie tutaj, ale padło pewne stwierdzenie, które mnie lekko męczy od pewnego czasu czytując róznorakie recenzje gier. A mianowicie chodzi mi o określenie "realizm" gry. Nie wiem, czy nie było to omawiane już kiedyś, ale mam kilka uwag względem tej kwestii.
A cóż właściwie znaczy realizm w grze? Często się porównuje np cs-a do et i stwierdza, że ten pierwszy jest realistyczniejszy. To ja się pytam skąd to stwierdzenie? Nie znam żadnej gry, którą można by nazwać "realistyczną" Bo takowej nie da się po prostu zrobić. Są tysiące czynników, których nie da się wprowadzić do gry, bo po pierwsze jak to zrobić technicznie, a po drugie wprowadzało by to zbyt dużą przypadkowość. Teraz kilka przykładów na to co mam na myśli:
- Śmierć:
1 -
miejsce trafienia - (będę mówić dla jasności o broniach podobnych do tych z et) - jak określić ile strzałów i gdzie jest śmiertelnych? No właśnie jak? Jest tak naprawdę bardzo niewiele "śmiertelnych" punktów w ludzkim ciele a i to często zależy od kąta pod którym padnie strzał. Np głowa - tylko strzał w tył potylicy, oraz pod brodę dają niemal 100% pewność na śmierć. Wielu było takich, co próbowało popełnić samobójstwo strzelając sobie w skroń i niestety kończyli często jako warzywka, ale żywi. Do tego dochodzi jeszcze hełm, który również chroni głowę, ale to też zależy od kąta pod jakim padnie strzał. Więc jak to wszystko określić i policzyć? A taki np strzał w nogę. Jest zasadnicza różnica między strzaskanym kolanem, które absolutnie uniemożliwia dalsze poruszanie się, od np przestrzelonej gładko łydki. Trzeba by także uwzględnić strzały w ręce i ramiona, które mogłyby wykluczyć ewentualnie dalsze używanie broni (no i uwzględnić prawo i lewo ręcznych). Korpus - strzał w serce śmierć, a reszta? I tu duża zalezność. Itd i itp. Strasznie dużo tych czynników do uwzglednienia. Zresztą gdyby bronie były aż tak skuteczne to żadna wojna nie trwała by dłużej niż kilka miesięcy bo wyczerpały by się zapasy ludzi. Wystarczy też poczytać ilu żołnierzy w danej bitwie, czy kampani zgineło a ilu zostało rannych ( a przecież nie wszyscy łamali sobie nogi o korzenie w drodze do latryny

) Pamiętajmy również o pourywanych kończynach od np wybuchów, czy granatów, albo o oślepionych.
2 -
reakcja - zależy od stanu w jakim się znajduje trafiony. Adrenalina wydzielana wskutek strachu, złości, szoku może przez pewien okres czasu skutecznie blokować informacje o urazach docierające do mózgu. Efekt? Nawet teoretycznie śmiertelnie ranny człowiek może przez pewien okres czasu nie zdawać sobie sprawy z owego smutnego dla niego faktu

Inny natomiast nawet lekko ranny nie będzie nadawał się już do dalszej walki.
Jest ogromna ilość takich czy innych czynników składających się na tak pojmowany realizm, każdy pewnie mógłby przytoczyć dziesiątki podobnych. I nie ma gry, która w większym stopniu od innych by je spełniała. Bo i po co? Gra ma być grywalna, sprawiać przyjemność a nie udawać prawdziwe życie. Weźmy chociażby takie strefowanie - spróbujcie to zrobić w realu

, ale wyobrażacie sobie np. ET gdyby go nie było?
Realizm moim zdaniem to jedynie klimat danej gry - to to czy bawiąc się nią czujesz się jak aliancki żołnież podczas ataku na wybrzeża Normandii, niemiecki as snajperki, czy co tam kto lubi i czego oczekuje. Na realizm myślę bardziej mają wpływ takie rzeczy jak wygląd plansz, broni, różnych obiektów, czy sam pomysł na grę (pewien scenariusz) A mówiąc o wyglądzie też nie chodzi mi o doskonała jakoś grafiki, co właśnie o to, co trudno mi określić innym słowem niż klimat.
Tak więc podsumowując (już

) z dupy są takie texty, że np DoD, czy CS są bardziej realistyczne od czegoś tam, bo w nich sie ginie po jednym strzale itd. Jak już to mówmy raczej o pomyśle na grę autorów, na różne rozwiązania ich, ale to i tak każdemu bedzie podobało sie co innego.
I tyle. Kto dotrwał do tego miejsca to dał się podpuścić, jest ćwokiem, albo tak sie nudzi, że wpadł w desperację. Może wam to jakoś wynagrodzę.

Innym razem.
Ps Mnie to musiało dopiero po....lić, żeby takie cóś wysmarować i to jeszcze w koszu hyhy.