hmm.. na wf-ie miałem takie akcje....
w liceum mielismy "ojca chrzestnego" vel siwy.. niski gruby w dresie i z .. kucykiem z tylu glowy...
1) na przerwie korytarz prowazdzacy do sali, odgradzala zamykana krata.. jak zwykle czekamy na poczatek lekcji... a tam siwy wychodzi z kanciapy, z drugiego konca korytarza... a zza moich plecow taki donosny glos... ej ty siwy !#@!u.... konsternacja na calego, cisza... siwy zaczyna isc w nasza strone.. staje z drugiej strony kraty i patrzac z podelba... tylko nie siwy...

brecht na cala szkole....
2) omg... 2 godziny wf-u wiec nasz magik wymyslil... dzielicie sie na 2 grupy i cwiczycie do konca 2takt... nic w tym nie jest dziwnego, poza tgym, ze cwiczylismy bez pilek

3) cieply dzien, wiec na boisko biegniemy.. ustawiamy sie w szeregu.. siwy sprawdza liste.. a tu jeden z drugim mu przeskadzaja w najlepsze... na to siwy... cicho X, wyjdz z sali lol
MATEMATYKA:
1) jak zwykle nasza prof. wyszla z klasy po kawe, zostawiajac nas ze sterta zadan do zrobienia.. a my jak zwykle siedzimy i w najlepsze nic nie robimy tylko gadamy.... po 10 min. wpada uradowana prof. z szyderczym usmiechem na twarzy.. mowiac donosnie. "no i co..."
na to glos z sali.... no i gowno... (najlepsze jest w tym to, ze ta osoba powiedziala to dosc cicho i do siebie...ale w momencie, gdy to mowila.. zapadla grobowa cisza i wszystko bylo wyraznie slychac... czerwony jak burak osobnik, poprawiajac sie szybko, powiedzial..to nie ja

2) ten sam agent, ktory wyjechal siwemu na wf-e, idzie ze mna korytarzem juz po dzwonku, skrecamy na schody i nagle krzyczy " ta stara dupa postawila mi znowu laske".. po czym z za rogu wyszla dyrektorka.. i patrzac sie oszolomiona na niego, to na mnie... mowi lekko zaklopotana i drzacym glosem... "a moglabym sie dowiedziec co to za stara dupa, ktora postawila ci laske" (szczeka mi opadla), a gosc bez mrugniecia okiem, patrzy sie jej w oczy.... i mowi "to ta XYZ".. hyhy
PLASTYKA:
hyhy mielismy taka babke w 1 klasie, ktora na kazdych zajeciach zadawala nam jakas prace do wykonania w formie rysunku.... i jak to zawsze bywa, wiekszosc nie miala wszystkich prac, wiec dobroduszna prof. kazala wszystkie zalegle prace przyniesc na przedostatnie zajecia.. przychodzimy, oddajemy prace.. patrze na 3 prace mam 2 i mysle o $#!@$#$ no to lipton. Ale nie wiele myslac, poniewaz byla to pracownia plastyczna... jakos udalo mi sie sforsowac szuflade (bez zamka

) i wybralem jakas prace..., ktora miala wlasciciela podpis maly i u gory strony z tylu.... starannie odcialem i zlozylem swoj podpis.. oddalem prace dostalem 6, a ze praca spodobala sie, wiec jeszcze jeden kumpel skozystal z okazji i te sama prace przemienil tak samo... zmieniajac tylko lekko kolorystyke niektorych elementow... babka oglada prace stawia 4 i mowi, ja juz chyba gdzies taka prace widzialam, nie rysowales tego sam

PODSTAWOWKA
GEOGRAFIA:
Pani X znana ze swoich niecodziennych zachowan... nie bedaca juz mloda kobieta...
1) wpada pewnego razu do klasy, zamyka drzwi i w polowie drogi do swojego krzesła, gwaltownie sie zatrzymuje i na caly glos, " o jezu jak tu smierdzi... rozglada sie po klasie.. no moglibyscie sie czasem umyc"

2) innym razem, przerwala lekcje i pociaga nosem ze dwa razy i mowi, znowu robia te stare kotlety na obiad

(stolowka, zerowki)
3) lekcja o cialach niebieskich i ukladzie slonecznym...
zaskoczenie o tyle wielkie, ze ta kobieta nie 1 mlodosci przyszla w takiej czerwonej miniowce zrobionej z welny (kazdy mial w oczach k#!@iki)... wskakuje na stolik i krzyczy, jednoczesnie sie obracajac.. " ja jestem siemia a to jest slonce" polewka na sali...ze znajomymi do dzis to wspominamy.
4) zawsze, gdy opowiadala nam o czyms (naprawde wiele wiedziala ciekawych rzeczy, duzo podrozowala) krzyczala na caly glos... nie gadac jak ja mowie, i rece do tylu za krzesla, a ty (pan X) cicho masz siedziec bo cie rozgniote jak zabe

A.D. poniewaz traktowala uczniow jak #%@#$%% jam to sprawil, ze w kolejnym roku kuratorium przyslalo nam zastepstwo

taka gadzina byla... ze mnie
imo to wszystko co pamietam.. ale na pewno bylo tego wiecej...
Pozdrawiam