Oto przed wami panowie lama mocno nietypowa.
Moja opowiastka ma wiecej niz jednego bohatera.
Zaczelo sie niewinnie - braciszek kupil pisemko i podjaral sie opisem ET. Obaj w sumie niedowierzalismy ze gierka ma 10/10 i jest za friko. Poszedl za ciosem - sciagnal , odpalil.
Oboje wiedzielismy ze poczatek bedzie mizerny ale co tam.Pierwsza gierka (oczywiscie alianci) , oczywiscie medyk ( zeby druzyna miala jakikolwiek pozytek ) - marne szanse zeby w 5 minut obczaic tajniki strzelania - zwlaszcza ze braciszek ostatni raz kosil w Medal of Honor na singlu.

No coz - masakra nie z tej ziemi. Naturalnie jakikolwiek kontakt z wrogiem konczyl sie dosc latwa porazka. Pomaganie druzynie tez niczego sobie - w poszukiwaniu strzykawy przeszukal praktycznie caly ekwipunek - z nozem wlacznie.
Ale twardo siedzial dalej - doslownie twardo bo jak sam twierdzil po 10 godzinach na krzesle posladki mial pozbawione krwi , dosc solidnie uprasowane. (moze zbyt obrazowo to przedstawilem)
NO wlasnie - a gdzie ja sie mieszcze w tej opowiesci ? Ja jestem wkurzonym mlodszym o rok bratem ktory nie moze siasc do kompa bo stary nie stracil jeszcze przytomnosci.
Na poczatku nie moglem patrzec jak go kosza , jak stawiajac dynamit przestawia wszystkie bronie , i ze nawet po 6 dniach ostrego grania nawet nie skonfigurowal przyciskow. Innymi slowy - wqrwilem sie.
Faktem jest ze gra wyglada pieknie , dostala swietne recenzje , kupa ludzi w to gra...moze by tak sprobowac ?
Osobiscie - nie lubie fpsow. Jedyne w jakie (troche) gralem to SOF i MOH (to drugie bardzo niewiele). A juz wogole nie rozumialem fenomenu Quake itd. - nie wiem jaka to zabawa gdy 10 chlopa biega za soba z wyrzutniami rakiet , wszyscy gina w raptem 1.5 sekundy - wiec nie bardzo chodzi o umiejetnosc...
Dlatego tez jedyna gierka tego typu ktora przypadla mi do gustu to ...Mechwarrior !
Tak jest - zadnych apteczek i kamizelek , nie ma ze karabin pod 4 a wyrzutnia pod 6 itd.
A co najwazniejsze wymiana ognia mogla trwac nawet 3-4 minuty.
To wlasnie tam nauczylem sie strzelac - bo to nie lada sztuka biec do przodu , byc obroconym o 70 stopni , jednoczesnie skrecajac/zygzakujac i obliczajac opoznienie pociskow trafiac w jedna tylko czesc ciala - central torso. Tak jest - z raptem 7 mozliwych do uszkodzenia czesci mecha tylko zniszczenie jednej konczylo walke (no chyba zeby odstrzelic obie nogi albo dwa kolejne "heady" ale to nie jest opcja praktyczna )
Nota bene Mechwarrior i gierki FPS roznia sie dosc znacznie. Ale alternatywy nie bylo - cza bylo zaczac grac w ET.
Otoz zaczelo sie ...kiepsko. Z prowadzeniem ognia bylo niezle - ale zbyt latwo sam obrywalem. Najgorsze bylo to ze kompletnie nie znalem sie na mapkach - albo sie czlowiek zgubil albo pojawial sie w centrum zamieszania...i oczywiscie zaliczal zgony. Wiele dowiedzialem sie obserwujac gre brata - naloty , miny , operowanie engiem...
ale bieganie za wszystkimi nie na wiele sie zdalo - jak koles ginał przede mna z pfa to ja nie wiedzac co sie stalo bylem zgarniany przez byle nastepnego szkopa.
Do sytuacji cza bylo podejsc taktycznie. W sumie kilkanascie godzin spedzilem jako spectator obserwujac co dokladnie trzeba/mozna robic , obserwowalem gdzie sa glownie kotly walki. Nastepnie sam zakladalem servery i cwiczylem trasy do celow , mozliwe miejsc schronienia , pozycje do ataku itd. Trenowalem strzelanie na punktach na scianie , experymentowalem z broniami - i co najwazniejsze udoskonalilem interfejs.
Po kilku zmianach poruszanie sie bylo 3 razy prostsze niz defualtowe klawisze - a testowanie celnikow wkrotce wyjawilo optymalne rozwiazanie. Znalazlem tez ten portal i kontynuowalem nauke z zalaczonych materialow.
Innymi slowy - moj okres totalnego lamienia trwal kilka godzin pierwszego dnia. Chociaz trzeba przyznac ze na poczatku gralem pod innym imieniem bo wiedzialem ze odstaje od spotykanego towarzystwa. A dopoki nie doczytalem adresow polskich servow ping byl wrecz koszmarny.
Co nie zmienia faktow ze oblicznie zasiegu wrogiego arta czy nalotu sprawialo problemy - cala druzyna nie naruszona a ja w kawalkach...

Nie zapominajmy o przeskakiwaniu przez nasze/wrogie miny - kupa smiechu gdy czlowiek przygotowuje sie 5 sekund do skoku a i tak ginie...
Moje poczatki jak widac byly raczej innej natury. De facto wciaz jestem dosc zielony - gram dopiero 4 tydzien. Wciaz sie ucze - glownie dzieki wspolpracy z expertami. Suma sumarum odwiedzam glownie serwer Day of Days (super ping ) i radze sobie coraz lepiej a zabawa jest przednia - mimo iz na poczatku szczerze nienawidzilem tych 4 sekundowych pojedynkow.
Wybaczcie za ta dosc rozlegla lekture ale chcialem akurat odpoczac od tego internetowego mordu ktory sie odbywa nawet w tym momencie. A propo - Loki to moj ulubiony mech - 65 ton wagi , typ heavy , klanowy omnimech. Wielozadaniowy , chociaz raczej nie nadaje sie do typowego assualt , raczej jako support - skirmisher , rzadko (ale zdarza sie ) jako scout.
Tak samo jak ja. Nigdy nie gram soldierem ani fieldem (zawsze jest masa ochotnikow na te role ) a coverta uzywam tylko dla "odmiany".
A wiec rada dla guestow na forum - sceptykow co do gatunku , poczatkujacych niepewnych swych umiejetnosci - grac , grac i jeszcze raz grac - bo lamienie na poczatku a potem satysfakcja z osiagniec wlasnych i druzyny to doswiadczenia ...bliskie bezcenu.
Do zobaczeniu na polu walki.