Dobra będe twardy i mimo ran psychicznych i fizycznych skrobne coś.
Pod telefonami stawiłem się jako pierwszy. Po jakimś czasie podszedł do mnie koleś i przedstawił się jako Zuber. Poczułem się idiotycznie sam przedstawiając się jako Evingolis. Jak w jakimś filmie kryminalnym or smth. Dobra whatever. Dalej czekaliśmy we dwóch. Szybko pojawiła się 2 kolesi i staneło po przeciwnej stronie budek. Zdziwiłem się bo byłem pewien że to kolejni uczestnicy. Staliśmy tak sobie idiotycznie przez kilka minut udając że się nie dostrzegamy po czym postanowiłem zakończyć farse i zagadałem o godzine. Kiedy jeden z nich wyjął komórke z czarnej torby z przypiętymi znaczkami wiedziałem juz kto zacz

. Drugim kamperem okazał się Ginuś (przyznam że zupełnie inaczej go sobie wyobrażałem

). Skład szybko sie uzupełnił o 5 zawodnika (Sacul). Po krótkim oczekiwaniu postanowiliśmy udac się do Mandali.
Już na starcie zastawiliśmy cały stolik kuflami, dzbankami i porcją frytek

. Już po drodze zaczeliśmy wymieniać plotki, wspomnienia i opowieści ale dopiero teraz wszyscy się rozkręcili

. Szczególnie z Kapralem i Ginusiem mieliśmy dużo do wspominania jako że wszycy gramy już jakiś czas i kiedyś w jednym klanie (co poniektórzy nadal grywają

). Ale bynajmniej nie zmonopolizowaliśmy czasu antenowego

. Dowiedziałem się o polskiej scenie ET sporej ilości rzeczy o których miałem do tej pory mgliste lub żadne pojęcie. Zresztą nie ograniczaliśmy się do rozmów o grze, poruszaliśmy wszelki możliwe tematy

. Piwo uzupełnialiśmy w regularnym tempie nie szczędząc środków

. Szczególnie Zuber gdy innym kończyło się ammo okazał się świetnym Fdopem

. W pewnym momencie z jego incjatywy zaczeły się pojawiać działki wódki i drinki. Wszyscy już od jakiegoś czasu mieli wielkie idiotyczne uśmiechy na twarzach

. W końcu Kapral zaczął miec problemy z łączem. Kelner zapowiedział że jeżeli podczas następnego kursu Kapral dalej będzie miał 999 na stoliku do dostanie kopa z lokalu

. Udał nam się tego uniknąć bo Kapral po ostrzeżeniu dzielnie trzymał głowe prosto choć wątpie czy rejestrował co się wokół dzieje (a jeżeli już to nieco inaczej niż reszta

. W końcu niestety nawet Zuberowi skończyło się ammo i postanowiliśmy się zwijać. Ponieważ w 5 pochłoneliśmy 6 dzbanków piwa plus po działce wódki i drinku. Ja dodatkowo piwo korzenne i grzańca szło nam hmm różnie. Okazało się że w tym sporcie wszyscy jesteśmy nooby

. Od Kaprala któty już żyje (

) dowiedziałem się że Ginuś poległ po drodze

. Z Lucasem mieszkamy jak się okazało prawie po sąsiedzku więc wracaliśmy razem. Rano obudziłem się z piekącą ręką (cholerny piecyk), włączonym invertem i płynnie zmieniającym się sensitivity. Impreza się udała i licze że na następnej będzie nas więcej.
Hmm relacja wyszła taka sobie ale wybaczcie nie jestem w formie

. Niech każdy dorzuci coś od siebie żeby był jakiś klarowny obraz

.