Hmm miałam się nie wypowiadać na ten temat, bo jest to jeden z tych co nikt nikogo nigdy nie przekona a czasem prowadzą do kłótni - to taki rodzaj tematu jak wiara, aborcja czy gust. Jednak miałam wczoraj pewną wizytę, która sprawiła, że jednak skrobnę co nieco. O wizycie jednak za chwilę.
Chwila zwierzeń - pierwszy raz zajarałam trawę (jak ostatnio policzyłam) ponad 16 lat temu!! W tym czasie były okresy kiedy paliłam przez kilka lat prawie non stop i takie kiedy całymi miesiącami nic. Obecnie rzadko, czasem towarzysko, albo jak mnie natchnie

Większość (oczywiście nie wszyscy) moich znajomych pali, lub kiedyś paliła. I mój wniosek jest taki - trawa nie powinna być zalegalizowana!
Dlaczego? Ponieważ nie każdy powinien palić, czy nawet próbować. Przez te 16 lat przez moje życie i życie towarzyskie przewineło się kilkadziesiąt osób, które paliły mniej lub więcej i wśród nich znalazłby się przykład na każdy argument za i przeciw paleniu, czy legalizacji. Naprawdę każdy, który tu wymieniliście i jeszcze kilka o których nikt nie wspomniał, lub o nim po prostu nie wie. Nie będę tu ich wszystkich wymieniać, ale wspomnę o takich co palą od lat i nic, nic im nie jest, ot bawią się i tyle, albo relaksują itd, ale są i tacy, którzy zaczeli brać inne rzeczy właśnie dlatego, że trawa okazała się taka "niewinna" i wierzyli, że identycznie będzie i z innymi urzywkami - oczywiście nie muszę tłumaczyć, że się mocno mylili. Itd i itp.
Pytam się jednak jakie korzyści byłyby z legalizacji? Moim zdaniem jest mniej osób, które mogą se palić i wiedzą jak to robić i nie wpływa to na ich życie w jakiś szczególny sposób, od takich, dla których może to być problem, lub nawet dramat. I nikt nie wie do których się zalicza nim nie zacznie palić. To nie ma nic wspólnego z silną wolą, charakterem, czy zdrowym rozsądkiem. Problem z marihuaną jest właśnie taki, że przez baaardzo długi czas nie widać żadnych skutków ubocznych. Te pojawiają się zazwyczaj po latach.
Trawa nie uzależnia. A przynajmniej nie w taki sposób jak papierosy, czy alkohol. Trawa nie wywołuje raka w takim stopniu jak np papierosy, czy marskości wątroby - to wszystko prawda, ale jest jak zwykle jakieś ale. Nie będę wspominać juz o tym o czym była mowa tylko o rzeczach, które zostały pominięte. To co mi się najbardziej nie podoba u wielu ludzi palących trawę przez długi czas i dość intensywnie, to to jak się zmieniają. Zawsze na gorsze (nie wszyscy - mówię tu o tych właśnie na których trawa wpłyneła a jest ich większość) - trudno to w kilku słowach wytłumaczyć - dość powiedzieć, że przestają być tacy jakimi się ich polubiło, zaczyna irytować ich towarzystwo.
Trawa to środek wysoko depresyjny. Wszyscy palący długi czas odczują to prędzej czy później. Zaczynają się pojawiać coraz częstrze okresy depresji. Niestety nikt, kto jej nie miał, lub nie zna osoby na nią cierpiącą nie docenia jej wagi. Roz-(słowo na p) całe życie (kiedy trwa), a czasem zostawia ślad na trwałe.
A teraz o mojej wczorajszej wizycie. Otóż odwiedził mnie znajomy, który jest chory psychicznie - cierpi na jeden, lub kilka odmian schizofreni. Choroba u niego ujawniła się przez palenie marihuany - trawa stała się u niego katalizatorem wywołującym chorobę. Oczywiście miał genetyczną podatność na nią, oczywiście chorobę mógłby wywołać też inny czynnik - np stres, ale tego nie wiadomo. Faktem jest, że w jego przypadku była to trawa. I powiem Wam, że spotkanie z nim to zawsze jest straszliwe przeżycie. Widzieć jak wyjątkowo inteligentna osoba walczy ze sobą i całym światem bez chwili ustanku, jak ciągle się miota i cierpi, jaką agresję wywołuje sama u siebie, ciągłą nienawiść do wszystkich i wszystkiego, a najgorsze jest to że nie można jej pomóc, zrozumieć i przede wszystkim to że osoba ta wywołuje u innych strach i obrzydzenie! Nawet wiedząc, że jest to chory człowiek.
I dlatego jestem na nie. Bo zbyt wielu jest ludzi, którzy nigdy nie powinni urzywać trawki. Zbyt wielu jest takich których odmienia na gorsze - ich, lub ich życie. Pewnie, że nic się nikomu nie stanie jak se zapali od czasu do czasu, ale po co ułatwiać im stały dostęp. Kto chce bardzo i tak sobie poradzi. Może i papierosy i alkohol są równie "złe" lub gorsze, ale nie widzę powodu by dorzucać jeszcze narkotyki takie czy inne do ogólnie dostępnych urzywek. Nie tępię tych co palą (jakbym mogła - to byłaby hipokryzja

), niech robią co chcą, ale nie uważam też, by było w tym coś absolutnie niegroźnego. I to tyle ode mnie. Choć wiem, że niewielu zrozumie co tak naprawdę chciałam powiedzieć i nikogo do niczego nie przekonam i nie mam zamiaru. Piszę tylko o tym do czego doszłam po tych 16 latach, ktoś inny może będzie miał inne wnioski.